03/15/13

Czeka nas nowa epoka?

Odsuwając świadomie na bok wszystkie napływające lawinowo wieści o nowym papieżu, dotyczące i jego formacji teologicznej, i spraw doczesnych, medytuję nieustannie tylko nad jedną kwestią, która wydaje mi się kluczowa: sensem wybrania imienia Franciszek. Niby wszystko jest oczywiste: po papieżu, który nawiązał do ewangelizatora Europy, przychodzi papież – pierwszy od 167 lat papież-zakonnik – który przybiera imię franciszekzałożyciela innego, lecz żebraczego, zakonu, i świętego, który (co do tego nikt chyba nie ma wątpliwości) w stopniu najdoskonalszym przez 2000 lat chrześcijaństwa realizował swoim życiem ewangeliczny ideał ubóstwa współcierpiącego z Ukrzyżowanym. Acz oczywiście, nie tylko że nie można wykluczyć, ale wydaje się wręcz pewne, że papież-elekt pamięta też o innych świętych Franciszkach, na czele z wielkim konfratrem swojego własnego zakonu, patronem katolickich misji, św. Franciszkiem Ksawerym. Lecz to pierwsze odniesienie, do „Franciszka nad Franciszkami”, jest równie niewątpliwe.

Pierwsze skojarzenie, jakie w związku z tym miałem, i któremu – zaskoczony – dałem wyraz w wypowiedzi dla Portalu PCh24, szło po linii najprostszej z możliwych, a więc odniesienia do ubóstwa „Biedaczyny z Asyżu” w znaczeniu dosłownym, heroicznego odrzucenia wszystkich dóbr doczesnych, zupełnego „ogołocenia”, ale wraz ze wszystkimi jego konsekwencjami moralnymi jako wyboru dobrowolnego, który dla innych i dla całego Kościoła jest wzorem wyznaczającym najwyższy standard, lecz nie przymus fizyczny (w tym sensie zaś także jako odpowiedź na katarski, protokomunistyczny „terroryzm cnoty”). Dlatego pozwoliłem sobie zasugerować, że będzie to „papież społeczny”, to znaczy kładący nacisk na sprawy socjalne, które trzeba rozwiązywać w duchu chrześcijańskiego realizmu społecznego, a nie ideologicznych utopii – i doniesienia, które nadchodzą, mówiące o równie krytycznym stosunku biskupa Bergoglio do tzw. teologii wyzwolenia, jak do neoliberalizmu, zdają się to przypuszczenie potwierdzać. Jeżeli zaś na tym poziomie analizy dałoby się odnaleźć jakiś „moment katechoniczny”, to chyba jedynie w tym sensie, że „papież ubogi” jak św. Franciszek powstrzymuje wściekłe ataki na „skorumpowany” i „zepsuty” Kościół ze strony faryzejskiego świata, który „gorszy” się przejawami zepsucia w Kościele (których zresztą niepodobna zanegować), chociaż sam oddaje się bez opamiętania kultowi Mamony i Priapa.

Pch24.pl, Jacek Bartyzel, Papież Franciszek – ku nowemu eonowi chrześcijaństwa?